W mroźny zimowy wieczór leśniczy Stepan usłyszał cichy dźwięk przy ogrodzeniu swojej chaty. Gdy otworzył drzwi, zobaczył wychudzoną wilczycę – żebra wystające, wzrok głodny, ale spokojny. Zawahał się przez chwilę… a potem, poruszony jej cierpieniem, przyniósł trochę zamrożonego mięsa i podał jej.

Ten prosty gest nie był jednak bez znaczenia. Wilki prawie nigdy nie zbliżają się do ludzi, chyba że są zmuszone przez skrajny głód. Zazwyczaj trzymają się swojego terytorium i unikają wiosek.
A jednak wilczyca wróciła. Raz. Potem znowu. I znowu. Stepan wciąż ją dokarmiał, mimo że mieszkańcy wioski wyrażali swoje obawy o bezpieczeństwo. Wiedział, że głodny wilk jest znacznie bardziej niebezpieczny niż syty.

Pewnego dnia wilczyca przestała przychodzić. Ludzie odetchnęli z ulgą. Wszyscy – oprócz Stepana. Tęsknił za nią. Przyzwyczaił się do tej cichej wizyty w blasku księżyca.
Dwa miesiące później znajomy pomruk rozległ się pod jego oknem. Wybiegł w pośpiechu… i zobaczył wilczycę. Ale tym razem nie była sama. Obok niej stały dwa młode wilki, nieruchome. Cała trójka patrzyła na Stepana, nie ruszając się.

Wtedy zrozumiał. Przez cały ten czas wilczyca dzieliła się mięsem ze swoimi małymi, gdzieś w lesie. A teraz przyprowadziła je do niego. Jakby chciała mu podziękować. Jakby mówiła: „żegnaj”.
Potem zniknęli w nocy. I nigdy więcej nie widziano wilków w okolicy.







