W miarę jak zespół ratunkowy zbliżał się coraz bardziej, Luna podpłynęła powoli i ostrożnie.
Jej ruchy były delikatne, ale wyraźnie wskazywały na coś: małą metalową kulkę częściowo zakopaną między kamieniami.

Alena i Thomas, technik zespołu, zanurkowali, by to zbadać. Gdy się zbliżyli, zorientowali się, że to podwodne urządzenie śledzące, prawdopodobnie pochodzące z łodzi lub boi ratunkowej.
Urządzenie wysyłało sygnały, które mogły zakłócać echolokację delfina. To mogło być przyczyną dezorientacji Luny wśród raf.

Nie poradziłaby sobie sama, zwłaszcza przy coraz silniejszym prądzie.
„Luna nie tylko prosiła o pomoc; pokazywała, co ją bolało” – powiedziała Alena ze łzami nadziei w oczach. – „Chciała, żebyśmy zrozumieli”.
Ratownicy nie tylko pomogli Lunie wydostać się z głębokich wód, ale też ostrzegli porty przybrzeżne o możliwych zakłóceniach radiowych w tym rejonie.
Luna została przewieziona do ośrodka rehabilitacji. Kilka dni później znów zaczęła aktywnie pływać i reagować na ludzkie głosy.

Kiedy wypuszczono ją z nadajnikiem satelitarnym na otwarte morze, wynurzyła się po raz ostatni, spojrzała na łódź — jakby chciała podziękować — a potem delikatnie zanurkowała.
Czasem ratunek przychodzi wtedy, gdy to zwierzę pomaga nam zrozumieć swoje milczenie.







