David Vetter, znany jako „chłopiec z bańki”, żył w plastikowej sterylnej kopule przez cały okres swojego istnienia.
Urodził się z ciężkim, rzadkim zaburzeniem odporności — SCID, które czyniło go całkowicie bezbronnym wobec infekcji. Jego życie to przykład niezwykłej determinacji ludzkiego ducha.

Rodzinie przyszło zmierzyć się z tragedią dwa razy — wczesna śmierć starszego brata z tego samego powodu odcisnęła bolesne piętno.
Egzystencja Davida stała się nieustanną walką o każdy dzień. Zamknięty w sterylnej bańce, musiał funkcjonować w otoczeniu aero-kompresorów, zasysających powietrze tak, aby nie dopuścić żadnych zarazków. Pomimo tego zamknięcia, rodzice i medyczny zespół starali się stworzyć mu jak najbardziej „zwyczajne” życie — edukacja, zabawki, specjalne miejsca do zabawy wewnątrz bańki, a także przenośna konstrukcja, pozwalająca mu krótkotrwale opuścić salę szpitalną.

Lekarze przez jakiś czas pokładali nadzieje, że David w końcu „wyrośnie” z choroby. Z czasem stało się jednak jasne – bańka towarzyszy mu aż do końca życia. Każdy przedmiot, każde jedzenie — wszystko musiało być sterylizowane zanim trafiło do jego świata, stale oddzielającego go od reszty ludzkości.
Nadzieja zabłysła w 1977 roku, gdy inżynierowie NASA stworzyli specjalny kombinezon. To pozwoliło Davidowi dotknąć mamy po raz pierwszy bezpośrednio, choć w ochronnej osłonie — chwila głębokiej, ludzkiej więzi.
Mimo postępów w leczeniu, zdrowie Davida pogarszało się. W 1983 roku przeszczep szpiku kostnego od siostry Katherine wzbudził optymizm, ale niestety nadeszły komplikacje. David zmarł na chłoniaka — nowotwór wywołany wirusem Epsteina–Barra, który przypadkowo dostał się do jego organizmu podczas procedury.

Odchodząc w wieku zaledwie 12 lat, David pozostawił po sobie niezwykłe dziedzictwo: dowód na to, jak głęboka może być miłość, inteligencja i duch nadziei nawet w obliczu najtrudniejszych prób.







