Od ponad pół roku regularnie kupuję kawę w małej lokalnej kawiarni, dwa bloki od mojego domu. Przyjazna obsługa, zawsze pachnące i pobudzające napoje.
Poranek zaczyna się tam — latte w papierowym kubku, uśmiech przy kasie, wszystko jak zwykle.
Ale niedawno zdarzyło się coś, czego nie potrafię wyrzucić z głowy.
Weszłam jak zwykle, zamówiłam swoje ulubione latte z syropem waniliowym i poszłam w drogę. Wypiłam kilka łyków — było dobrze.
Jednak gdy zostało tylko trochę napoju, poczułam coś twardego na ustach. Pomyślałam: cukier. Ale kiedy wyciągnęłam kawałek, poczułam dreszcz.
Na dłoni znalazł się dziwny obiekt — biały, zwarty, jakby ze szkła. Twardy w dotyku, ale się nie łamał. Przypominał skamieniałą lepką substancję lub parafinę. Zaczułam mdłości. Co to do cholery było?
Najpierw wrzuciłam post w mediach społecznościowych ze zdjęciem. Znajomi zaczęli spekulować — zaschnięta piana? A może zakrzepiony cukier albo… plastik?
Czułam, że ktoś mnie oszukał. I wkurzyłam się.
Następnego dnia iść tam i zrobić burzę. Baristka, młoda dziewczyna, odpowiedziała spokojnie:
— To jest stwardniały słodzik. Używamy syropów, ale także proszków i słodzików płynnych na życzenie. Czasem, gdy butelka stoi długo albo da się go za dużo, substancja może się skryształowić, zwłaszcza gdy napój stygnie. Jest to nieszkodliwe, tylko brzydkie i nieprzyjemne w dotyku. Bardzo przepraszamy.
Odeszłam niezadowolona, ale potem sprawdziłam w Internecie — rzeczywiście, niektóre słodziki w płynie mogą się krystalizować w określonych warunkach. Zwłaszcza w mlecznych napojach przy gwałtownej zmianie temperatury.
Następnym razem może po prostu zrobię latte doma — przynajmniej będę wiedziała, co piję.










